Beznadziejność studiowania przytłacza niczym olbrzymi głaz.
Zastanawiam się dlaczego nadal tu jestem...
Przyjemny kierunek z gównianą przyszłością, studiowanie dla samego studiowania. Strata 3 lat życia i żadnych optymistycznych wizji naprzód.
Chciałabym coś zmienić, ale jednocześnie nie wiem czy będzie to dobry krok. No właśnie: niezdecydowanie - przyczyna wszystkich problemów jakich doświadczyłam w życiu. Waga w zodiaku, dążenie do równowagi wewnętrznej, fizycznej, emocjonalnej, psychicznej i jakiejś tam jeszcze.
Nie można mieć wszystkiego i nie stracić niczego ;(
Wybierając jedno traci się drugie, nie wybierając niczego traci się wszystko. Poznając jedną opcję nie dowiemy się co zawierała druga.
Muszę odbić w drugą stronę!
Słuchając Kokii zupełnie odechciewa się człowiekowi uczyć. Nostalgia, spokój, odprężenie przepływa przez żyły zadowalając każdy zakątek ciała porcją endorfin.
Nie mogę się na niczym skupić, myślami jestem już na wakacjach, na ostatnim egzaminie, który napiszę i śmignę z prędkością światła do domku. Marzy mi się krzesełko prezesa, szklaneczka pełna soku o ekskluzywnym kształcie. Do komletu mini parasolka oraz słomka, najlepiej czarna i elegancka. Alkohol odpada, za bardzo zapodaje po bańce podczas upału ;)
Co jakiś czas (nie za często, jak ostatnio) burza z piorunami, porządna porcja deszczu.
Koniki wokół i śpiew ptaków...
Tymczasem muszę siedzieć w jednym z architektonicznych wytworów ludzkości. Upchana niczym kura w chowie klatkowym. Mało brakuje żebym jajka zaczęła znosić. Książki wzywają zalewając oceanem niezrozumiałych literek, tu i ówdzie wzorów na obliczanie zootechnicznych parametrów czy innych bzdetów...
Od groma zaległości, tak mało czasu... W sesji mamy sporo beznadziejnych przedmiotów z których nic nie czaję ;/... taka genetyka populacji - ot, co!
Tydzień wypełniony po brzegi, zero motywacji. Byle dotrwać do końca, zakończyć cierpienia, a potem... Potem się zobaczy, pewnie coś zostanie na wrzesień, jakże by inaczej...
Ech... kończę narzekania, czas zabrać dupę w troki. Wyznaczyć sobie małe cele i je zrealizować, konsekwencja i działanie. Bez przemęczania i zatruwania ciała kawą, napojami energetyzującymi, niezdrowym żarciem. Nauka nie zając nie uciekanie, zdrowie niestety może...
Zupełnie nie wiem, co mnie naszło na kolejnego bloga. Sporo się ich w moim życiu przewinęło...
Szczerze mówiąc nie oczekuję, że ktoś tutaj będzie zaglądał. Przestałam pisać klasyczny, pięknie szeleszczący zawartością pamiętnik. Opowiadanie, które kiedyś miało powstać, nie doczekało nawet rozwinięcia.
Miliony pomysłów, a jak przyjdzie co do czego to pustka przeszywa głowę. Taki rąbek protestu, oaza rozmyślania. Tym bardziej, że mój język podczas studiowania bardziej ubożeje, miast rozrastać się jak młode wiosenne drzewko!